Kiedyś zapach kwitnącej robinii akacjowej kojarzył mi się z początkiem wakacji. Odkąd nasze dzieci są na edukacji domowej koniec roku mamy w maju a słodka woń robinii przypomina o nadchodzącym lecie. Całkiem niedawno podszyt w naszym lesie porastały akacje i czeremcha. Nasze kozy zredukowały te inwazyjne gatunki niemalże do zera. Niestety także kilka pięknych lip obdarły ze skóry i teraz przeżuwacze mają bezwzględny zakaz wstępu do lasu. W tym roku akacje szybko przekwitły, być może to ja zapomniałam ich na czas zebrać. Całe szczęście, że wiem gdzie rosną drzewa które zakwitają nieco później.
Kwiat robinii przerabiam na wile sposobów. Suszę, utleniam, robię z nich syrop i ocet kwiatowy. W upalne dni popijam lemoniadę z akacji i podjadam jej słodkie kwiaty na surowo. Wykorzystuję ją także w kosmetyce do cery z problemami naczyniowymi, tendencją do zaczerwieniania, występowania podrażnień oraz stanów zapalnych.