Wieczorem, tuż przed spędzaniem kóz do koziarni zauważyliśmy, że dziwnie się zachowują. Wszystkie były pobudzone i zaciekawione. Heppy odganiała koźlęta Melli, która zajęta jakimś czarnym przedmiotem, nie zwracała na to uwagi. W pierwszej chwili myślałam ze pije wodę z czarnego wiadra. Dziwiło mnie tylko, że tak długo i że nie broni swoich młodych. Wiedzieliśmy, ze Heppy ma dziś termin porodu, już kilka dni temu opadł jej brzuch i miała nabrzmiałe wymiona. Kozy to stadne zwierzęta, dlatego do końca ciąży wypuszczaliśmy ją na pastwisko i doglądaliśmy w ciągu dnia.Tym razem zaniepokojeni pobiegliśmy na łąkę. Okazało się ze Heppy wydała na świat koźlątko a Mella odebrała jej je. Pestka też bardzo chciała podejść do niego, jednak boi się Melli która potrafi dotkliwie uderzyć rogami, więc przyglądała się z daleka. Musieliśmy szybko reagować. Wypędziliśmy wszystkie kozy za elektryczne ogrodzenie, co wcale nie było łatwe. Heppy wreszcie mogła zająć się swoim dzieckiem. Po dłuższym czasie koza uspokoiła się i urodziła jeszcze jedno młode. Poczekaliśmy aż wydali łożysko i nakarmi maluchy. Wzięliśmy najedzone koźlęta pod pachę i zanieśliśmy do koziarni. Happy przez cały czas szła za nami, a młode darły się w wniebogłosy. Tuż przed swoim boksem zawróciła i szybko pobiegała na łąkę w miejsce swojego porodu. Ogromnie się zdziwiliśmy takim zachowaniem. Musieliśmy przyprowadzić ją pomimo jej wyraźnego sprzeciwu do płaczących młodych. Heppy zachowywała się tak jakby ich wcale nie widziała, deptała je i próbowała uciec. Na szczęście nie trwało to długo i wszystko dobrze się skończyło. Widać kozy identyfikują swoje młode zapachem. Ten zmysł jest zdecydowanie ważniejszy niż wzrok i słuch.