
Uwielbiam swój wiklinowy koszyk.
Wypełniam go kilka razy dziennie ziołami, kwiatami, owocami, warzywami i tym co w danym momencie oferuje mi mój ogród i otaczający nas las. W tym roku po raz pierwszy powędrowały do niego grzyby „zimowe”. Już rok temu próbowaliśmy sarniaków, lakówek ametystowych, koziej brody, wodnichy a nawet czarcich jaj sromotnika bezwstydnego. Grzybobranie zimowe to prawdziwa frajda. Zimowy las jest przepiękny a grzybów szuka się na zwalonych pniach i starych schorowanych drzewach.
Uszaki można znaleźć na bzie czarnym, który często rośnie w towarzystwie kujących jeżyn. Grzyby przymarzają w minusowych temperaturach ale potem nabierają wigoru przy najbliżej odwilży. Są bardzo smaczne i zdrowe. W tym roku szczególnie przypadły mi do gustu boczniaki. Są przepyszne. Moim zdaniem o niebo lepsze od tych ze sklepu czy wyhodowanych na balocie. Uszaki częściej znane są jako chińskie grzyby mun. Zachwycają swoja strukturą i łatwością obróbki a konsystencja chrząstki jest ciekawa pod względem doznań kulinarnych.
Płomienica zimowa w Japonii znana jako grzyby Enoki. Spotkałam już ją nie raz. Znam grzyby, z którymi można ją pomylić, ale jakoś nie mam odwagi jej spróbować. Znając życie to tylko kwestia czasu :).